------------------------------------------------------------------------------------------------------------
„Hej nazywam
się Louise Willson. Mam 15 lat. Mieszkam w spokojnym miasteczku. Zresztą
dowiecie się wszystkiego.”
Znowu to samo pomieszczenie, ta sama ręka. Te same żyły i
krew, ta sama żyletka. Cięła się od trzech miesięcy, ponieważ sprawia jej to
przyjemność jak i ból. Robi to tylko dlatego, że trzy miesiące temu zginęła jej
siostra. Cały czas opłakuje jej stratę. Alice była tą jedyną osobą w rodzinie,
która ją rozumiała i którą bardzo kochała. Miała także starszego o rok brata
Maksa. Jest on przystojnym brunetem, który ma wspaniałą dziewczynę Klaudię. Ona
też ma 16 lat i jest ładna. Louise i Maks po śmierci siostry zaczęli się
bardziej dogadywać. Straciła jedną osobę ale zyskała kolejną. Sama twierdzi, że
to nigdy się nie zmieni, zawsze będzie się cięła za śmierć swojej siostry. Teraz
siedzi na podłodze, oparta o swoje łóżko. Codziennie jak idzie do pokoju po
żyletkę zamyka drzwi na klucz żeby Maks lub rodzice nie weszli. Dopiero wtedy
siada i zaczyna przejeżdżać po ręce zadając sobie rany. W życiu ciągle popełniamy
jakieś błędy. Siedziała i oddawała się ranom z których leciała czysta krew. W
ten dzień cała rodzina: Mama, Tata , Maks i Louise mieli jechać na grób Alice.
Martyna powoli zamykała oczy, gdy otworzyły się drzwi od jej pokoju. Zanim
zdążyła zobaczyć co się dzieje, stała nad nią mama z przerażeniem w oczach:-Od kiedy?-spytała-Ale o co ci chodzi mamo?- odpowiedziała wystraszona, chowając ręce.
-Nie rób ze mnie idiotki. –powiedziała zezłoszczona mama
.-Ale…
-Louise żadnych ale. Pokaż ręce.
Zaczęła powoli wyciągać ręce za pleców. Wiedziała że miła rozmowa jej nie czeka. Po prostu się bała. Zamknęła oczy i wyciągnęła nadgarstki przed siebie. Louise tylko spojrzała na rany. Była przerażona jak i smutna. Wstała:
-Powiesz mi od kiedy się tniesz?-zapytała, starając się mówić łagodnie
-O od trze eech mie mie esię ę cy- wyjąkała
-Dzisiaj zapisuje cię do psychologa- wypowiedziała się stanowczo.
Wyszła i zamknęła drzwi. Louise położyła się na podłodze i zaczęła płakać. Leżała tak do czasu gdy wszyscy wyszli z domu. Usłyszała silnik samochodu spod domu. Powoli wstała i podeszła do okna. Maks od razu popatrzył się w okno w którym stała roztargniona dziewczyna. Pomachał jej i się uśmiechną. Ona z niechęcią odwzajemniła uśmiech i odeszła od okna. Wzięła telefon do ręki postanawiając zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki Wenesy Brown. Pomaga jej w trudnych chwilach wspierając ją. Jest jedyna w swoim rodzaju. Louise zeszła na dół żeby zrobić sobie opatrunek na ręce. Po skończonej „zabawie” z bandażami poszła do salonu i usiadła na fotelu. Cieszyła się ciszą w domu, do czasu. Jej telefon zaczął wibrować i poleciała spokojna piosenka. Szybko wyciągnęła go z kieszeni i odebrała. Tak to była właśnie Wenesa.
-Hej.-powiedziała lekkim rozbujanym głosem
-Hejcia-odpowiedziała
-co tam u ciebie?
-A u mnie wszystko w porządku- odpowiedziała Louise chcąc skłamać. Bo tak naprawdę nic nie było okey.
-Louise proszę powiedz mi prawdę – powiedziała Wenesa. Ona wiedziała dobrze kiedy kłamie.
-Mama zapisuje mnie do psychologa
-Dlaczego? Przecież nie palisz, nie pijesz alkoholu i nie bierzesz narkotyków- lekko wykrzyknęła.
Przez minutę była chwila ciszy. Bała się jak zareaguje jej przyjaciółka.
-Bo ja się tnę. Od trzech miesięcy z powodu śmierci siostry-rozpłakała się
-Ej będzie dobrze, ale nigdy nie zauważyłam żebyś miała jakieś rany. Louise ty chyba żartujesz no nie?- spytała z cząstką nadziei że kłamie. Chociaż mówiłam prawdę.
-Nie, nie żartuje. Wiem że to zaboli, ale najlepiej będzie jak...
xxxxxx
wiem za krótkie i już nie długo będzie Rozd. 2, czyli za chwilke :3 Mam już go napisanego także zaraz będzie :)
Merci
Boskie kochanie ♥ pisz dalej , a kto wie może kiedyś mi dorównasz ? ;) :D żartuje :* świetnie jest :)
OdpowiedzUsuńdziękuje <3 ale już ci dorównałam misiek :*
UsuńAhahahahhah xd chciałabyś ♥ xd
Usuń