--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozd.3
Następnego dnia obudziła się o 7:00.
Była zmęczona bo spała prawie 5 godzin. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej:
fioletowo-niebieską koszulkę krótki rękaw oraz jasne, poszarpane dżinsowe
krótkie spodenki. Wzięła je i zamknęła pokój na klucz. Ściągnęła swoją
„piżamę”. Założyła szybko to co przygotowała. Po ubraniu się ,Louise usidła na
łóżku i wyciągnęła kosmetyki. Lekko
pomalowała oczy i usta. Otworzyła drzwi od pokoju i zbiegła na dół do kuchni. W
domu wszyscy jeszcze spali, no oprócz Louise. Na śniadanie zjadła sobie chleb z
dżemem i popijała to mlekiem. Wzięła torbę z lekcjami, piórnikiem i zeszytami.
Znajdowała się ona przy schodach na których wczoraj w nocy się wywaliła.
Założyła czarne Vansy i wyszła z domu. Szła wolno słuchając swojej ulubionej muzyki.
Louise spojrzała na telefon, żeby sprawdzić godzinę. Niestety na jej nie
szczęście lekcja zaczynała się za 5 minut, a
jej zostało jeszcze 15 minut drogi. Przyspieszyła kroku bo nie chciała
się spóźnić na lekcje, ale to i tak nic nie dało. Weszła do klasy cała
„zmęczona”. Nauczyciel matematyki Pan Smith spojrzał na Louise groźnie.-Mam nadzieje, że nie spóźniłaś się dlatego, że zaspałaś-powiedział nauczyciel
-Ymmmm… tak, tak zaspałam. Przepraszam to się więcej nie powtórzy-rzuciła ironicznie
-Louise codziennie tak mówisz- Pan Smith zaczął krzyczeć. Po minucie się uspokoił-Dobra siadaj, nie chcę psuć nastroju przez cieie-odparł załamany nauczyciel.
-Dziękuje-wypowiedziała się, mówiąc sarkastycznie
Rzuciła plecak na ławkę i usiadła na samym końcu klasy. Założyła słuchawki i położyła głowę na plecaku. Reszta lekcji (wszystkich lekcji) minęła dosyć szybko. Wyszła ze szkoły trzymając telefon w ręce. Szła tak przeglądając zdjęcia (oczywiście w telefonie). Nagle na kogoś wpadła. To co trzymała w ręce spadło ekranem w dół.
-Jeju, człowieku patrz jak chodzisz!!-wydarła się
-Ja!-krzyknął- To ty idziesz patrząc się w ekran.
-No dobrze ale ty zawsze mogłeś mnie ominąć nie prawdaż?!?-odparła Louise
-Kobieto uspokój. Ja ciebie mogłem ominąć, ale przynajmniej teraz wiesz, że nie idzie się patrząc w ten ekran-powiedział sarkastycznie
Louise podniosła telefon, na szczęście szybka nie pękła. Nagle ich oczy spotkały się. Był to chłopak o czarnych oczach i ciemno-blond włosach. Miał ok. 162 m wysokości. Ubrany był jak przeciętny nastolatek.
-Przepraszam to, to moja wina. Nazywam się…-w tym momencie Louise mu przerwała
-Posłuchaj nie obchodzi mnie jak masz na imię-syknęła
-Masz śliczne oczy, ogólnie cała jesteś śliczna. Wiesz może byśmy się za przyjaźnili? –spytał
-Nie dziękuje. Wole się przyjaźnić z lepszymi a nie z chłopakami którzy wpadają na innych.
-No przepraszam. Wybacz mi…
Louise nie chciała tego słuchać więc o minęła go. W tle było jeszcze słychać przeprosiny. W końcu doszła na czas i stanęła przed drzwiami budynku. Śmiałym krokiem weszła do środka. Usiadła przy stoliku, który był najbliżej drzwi pokoju od psychologa. Cały czas myślała o chłopaku, który na nią wpadł.
-Jaki on był chamski-pomyślała-nie podobał mi się, szczerze nie gustuje w takich.
Nagle z pokoju wyszła pani psycholog i zaprosiła ją do środka.
-Dzień Dobry-powiedziała Louise, chowając rękę na, której miała opatrunek, do kieszeni.
-Witaj Louise. Nazywam się Maria Brington (czyt.Brynkton) i jestem panią psycholog. Słyszałam od twojej mamy, że się tniesz to prawda?-spytała łagodnie
-Ymmm…nie. Wie pani moja mama lubi wymyślać różne historyjki-powiedziała z sarkazmem
-Louise nie kłam powiedz prawdę. My wszyscy chcemy ci tylko pomóc.
-Oj to ja dziękuje za taką pomoc. Nic pani nie wie, nic nawet to przez co ja od 3 lat przechodzę. Mama nie rozumie tego. Ja jedyna nadal tęsknie. Mój tato, brat i moja mama zrozumieli że trzeba nadal żyć, a dla mnie to wszystko już nie ma kompletnego sensu- Wykrzyknęła.
Wstała z krzesła i skierowała się w stronę drzwi od pokoju w którym miały się odbywać zajęcia.
-Louise proszę zostań. Jestem tu po to by cię wysłuchać, by tobie pomóc. Może nie wiem przez co przechodzisz, ale czy mogłabym razem z tobą to wspólnie przejść. Opowiedz mi wszystko, całą historię od początku, jak to się stało, że teraz jesteś u mnie. Proszę?!?-wypowiedziała się z nadal łagodnym głosem
-Dobrze, opowiem wszystko. Była godzina 14:00, a drogi były mokre, ponieważ wcześniej padał deszcz. Moja siostra Alice wracała właśnie ze szkoły. Alice była bardzo miła, sympatyczna i strasznie się z nią dogadywałam. Mama twierdzi, że jestem do niej podobna. Alice miała średniej długości włosy o kolorze jasnego brązu. Wiem, że miała pewną chorobę z, której oczywiście się cieszyła. To była heterochromia, czyli zabarwienie tęczówek. Przechodząc do rzeczy. Ja jak zwykle czekałam w oknie, na Alice. W swoim pokoju miałam przygotowane to co chciałam robić z nią. Dzisiaj miałam zamiar opowiedzieć jej co się wydarzyło u mnie w szkole. Nagle zobaczyłam Alice jak idzie chodnikiem i macha mi. Ja odmachałam. Ulica na, której mieszkamy jest spokojną ulicą, ale tamtego dnia nie. Z zakrętu wyjechało auto, a pan stracił panowanie nad nim. Usłyszałam tylko pisk opon i cisze. Nic nie widziałam, nic tylko zamazany obraz. Zbiegłam jak najszybciej się dało i wyszłam przed dom. Alice leżała na chodniku cała we krwi. Pan, który spowodował to, wyszedł z auta cały przerażony, zaczął mnie przepraszać. Ja go nie słuchałam tylko położyłam głowę na brzuchu Alice i zaczęłam płakać, wrzeszczeć. Wtem pojawiła się mama z tatą i z Maksem. Mama mając nadzieje, że ona jeszcze żyje zadzwoniła po karetkę. Niestety okazało się, że nie. Dwa dni później odbył się pogrzeb, a od tamtego momentu obiecałam sobie, że zawsze będę przy siostrze. Tak tnąc się nic innego nie umiałam wymyślić. Nawet pójście nad Alice grób był dla mnie ciężki i jest nadal. Ciągle płacze gdy o niej myślę-po policzku Louise spłynęła łza-Teraz gdy jej nie ma mój pokój wygląda o wiele inaczej. Jest pusto nie ma tej radości, która była 3 lata temu. Nie ma nic tylko ból, smutek i pustka. Z podłogi zniknęły rzeczy, którymi „bawiłam” się z Alice. Kiedyś codziennie podchodziłam do okna a teraz gdy podchodzę do niego widzę to co się stało właśnie wtedy 3 lata temu-Louise na samym końcu wyciszyła głos i od razu się rozpłakała.
Pani psycholog też płakała, ale otarła łzę swoją jak i dziewczyny.
-Będzie dobrze pomogę ci jak tylko będę mogła. Idź już do domu, a i spotykamy się jutro o tej samej godzinie-powiedziała pani Brington
-Dobrze przyjdę. Do widzenia-wyszeptała Louise
-Do widzenia
Louise wróciła do domu i od razu poszła na górę do pokoju. Zamknęła drzwi na klucz i zasnęła.