niedziela, 24 maja 2015

LIFE Rozd.3

W końcu miałam czas żeby to napisać. Wiecie dużo nauki itd. ale dałam rade jest już Rozd.3. Mam nadzieje, że będzie wam się podobać i więcej osób będzie to komentować, a nie jedna osoba :) Także miłego czytania :*
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozd.3
            Następnego dnia obudziła się o 7:00. Była zmęczona bo spała prawie 5 godzin. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej: fioletowo-niebieską koszulkę krótki rękaw oraz jasne, poszarpane dżinsowe krótkie spodenki. Wzięła je i zamknęła pokój na klucz. Ściągnęła swoją „piżamę”. Założyła szybko to co przygotowała. Po ubraniu się ,Louise usidła na łóżku  i wyciągnęła kosmetyki. Lekko pomalowała oczy i usta. Otworzyła drzwi od pokoju i zbiegła na dół do kuchni. W domu wszyscy jeszcze spali, no oprócz Louise. Na śniadanie zjadła sobie chleb z dżemem i popijała to mlekiem. Wzięła torbę z lekcjami, piórnikiem i zeszytami. Znajdowała się ona przy schodach na których wczoraj w nocy się wywaliła. Założyła czarne Vansy i wyszła z domu. Szła wolno słuchając swojej ulubionej muzyki. Louise spojrzała na telefon, żeby sprawdzić godzinę. Niestety na jej nie szczęście lekcja zaczynała się za 5 minut, a  jej zostało jeszcze 15 minut drogi. Przyspieszyła kroku bo nie chciała się spóźnić na lekcje, ale to i tak nic nie dało. Weszła do klasy cała „zmęczona”. Nauczyciel matematyki Pan Smith spojrzał na Louise groźnie.
-Mam nadzieje, że nie spóźniłaś  się dlatego, że zaspałaś-powiedział nauczyciel
-Ymmmm… tak, tak zaspałam. Przepraszam to się więcej nie powtórzy-rzuciła ironicznie
-Louise codziennie tak mówisz- Pan Smith zaczął krzyczeć. Po minucie się uspokoił-Dobra siadaj, nie chcę psuć nastroju przez cieie-odparł załamany nauczyciel.
-Dziękuje-wypowiedziała się, mówiąc sarkastycznie
            Rzuciła plecak na ławkę i usiadła na samym końcu klasy. Założyła słuchawki i położyła głowę na plecaku. Reszta lekcji (wszystkich lekcji) minęła dosyć szybko. Wyszła ze szkoły trzymając telefon w ręce. Szła tak przeglądając zdjęcia (oczywiście w telefonie). Nagle na kogoś wpadła. To co trzymała w ręce spadło ekranem w dół.
-Jeju, człowieku patrz jak chodzisz!!-wydarła się
-Ja!-krzyknął- To ty idziesz patrząc się w ekran.
-No dobrze ale ty zawsze mogłeś mnie ominąć nie prawdaż?!?-odparła Louise
-Kobieto uspokój. Ja ciebie mogłem ominąć, ale przynajmniej teraz wiesz, że nie idzie się patrząc w ten ekran-powiedział sarkastycznie
            Louise podniosła telefon, na szczęście szybka nie pękła. Nagle ich oczy spotkały się. Był to chłopak o czarnych oczach i ciemno-blond włosach. Miał ok. 162 m wysokości. Ubrany był jak przeciętny nastolatek.
-Przepraszam to, to moja wina. Nazywam się…-w tym momencie Louise mu przerwała
-Posłuchaj nie obchodzi mnie jak masz na imię-syknęła
-Masz śliczne oczy, ogólnie cała jesteś śliczna. Wiesz może byśmy się za przyjaźnili? –spytał
-Nie dziękuje. Wole się przyjaźnić z lepszymi a nie z chłopakami którzy wpadają na innych.
-No przepraszam. Wybacz mi…
Louise nie chciała tego słuchać więc o minęła go. W tle było jeszcze słychać przeprosiny.  W końcu doszła na czas i stanęła przed drzwiami budynku. Śmiałym krokiem weszła do środka. Usiadła przy stoliku, który był najbliżej drzwi pokoju od psychologa. Cały czas myślała o chłopaku, który na nią wpadł.
-Jaki on był chamski-pomyślała-nie podobał mi się, szczerze nie gustuje w takich.
Nagle z pokoju wyszła pani psycholog i zaprosiła ją do środka.
-Dzień Dobry-powiedziała Louise, chowając rękę na, której miała opatrunek, do kieszeni.
-Witaj Louise. Nazywam się Maria Brington (czyt.Brynkton) i jestem panią psycholog. Słyszałam od twojej mamy, że się tniesz to prawda?-spytała łagodnie
-Ymmm…nie. Wie pani moja mama lubi wymyślać różne historyjki-powiedziała z sarkazmem
-Louise nie kłam powiedz prawdę. My wszyscy chcemy ci tylko pomóc.
-Oj to ja dziękuje za taką pomoc. Nic pani nie wie, nic nawet to przez co ja od 3 lat przechodzę. Mama nie rozumie tego. Ja jedyna nadal tęsknie. Mój tato, brat i moja mama zrozumieli że trzeba nadal żyć, a dla mnie to wszystko już nie ma kompletnego sensu- Wykrzyknęła.
           Wstała z krzesła i skierowała się w stronę drzwi od pokoju w którym miały się odbywać zajęcia.
-Louise proszę zostań. Jestem tu po to by cię wysłuchać, by tobie pomóc. Może nie wiem przez co przechodzisz, ale czy mogłabym razem z tobą to wspólnie przejść. Opowiedz mi wszystko, całą historię od początku, jak to się stało, że teraz jesteś u mnie. Proszę?!?-wypowiedziała się z nadal łagodnym głosem
-Dobrze, opowiem wszystko. Była godzina 14:00, a drogi były mokre, ponieważ wcześniej padał deszcz. Moja siostra Alice wracała właśnie ze szkoły. Alice była bardzo miła, sympatyczna i strasznie się z nią dogadywałam. Mama twierdzi, że jestem do niej podobna. Alice miała średniej długości włosy o kolorze jasnego brązu. Wiem, że miała pewną chorobę z, której oczywiście się cieszyła. To była heterochromia, czyli zabarwienie tęczówek. Przechodząc do rzeczy. Ja jak zwykle czekałam w oknie, na Alice. W swoim pokoju miałam przygotowane to co chciałam robić z nią. Dzisiaj miałam zamiar opowiedzieć jej co się wydarzyło u mnie w szkole. Nagle zobaczyłam Alice jak idzie chodnikiem i macha mi. Ja odmachałam. Ulica na, której mieszkamy jest spokojną ulicą, ale tamtego dnia nie. Z zakrętu wyjechało auto, a pan stracił panowanie nad nim. Usłyszałam tylko pisk opon i cisze. Nic nie widziałam, nic tylko zamazany obraz. Zbiegłam jak najszybciej się dało i wyszłam przed dom. Alice leżała na chodniku cała we krwi. Pan, który spowodował to, wyszedł z auta cały przerażony, zaczął mnie przepraszać. Ja go nie słuchałam tylko położyłam głowę na brzuchu Alice i zaczęłam płakać, wrzeszczeć. Wtem pojawiła się mama z tatą i z Maksem. Mama mając nadzieje, że ona jeszcze żyje zadzwoniła po karetkę. Niestety okazało się, że nie. Dwa dni później odbył się pogrzeb, a od tamtego momentu obiecałam sobie,  że zawsze będę przy siostrze. Tak tnąc się nic innego nie umiałam wymyślić. Nawet pójście nad Alice grób był dla mnie ciężki i jest nadal. Ciągle płacze gdy o niej myślę-po policzku Louise spłynęła łza-Teraz gdy jej nie ma mój pokój wygląda o wiele inaczej. Jest pusto nie ma tej radości, która była 3 lata temu. Nie ma nic tylko ból, smutek i pustka. Z podłogi zniknęły rzeczy, którymi „bawiłam” się z Alice. Kiedyś codziennie podchodziłam do okna a teraz gdy podchodzę do niego widzę to co się stało właśnie  wtedy 3 lata temu-Louise na samym końcu wyciszyła głos i od razu się rozpłakała.
Pani psycholog też płakała, ale otarła łzę swoją jak i dziewczyny.
 -Będzie dobrze pomogę ci jak tylko będę mogła. Idź już do domu, a i spotykamy się jutro o tej samej godzinie-powiedziała pani Brington
-Dobrze przyjdę. Do widzenia-wyszeptała Louise
-Do widzenia
Louise wróciła do domu i od razu poszła na górę do pokoju. Zamknęła drzwi na klucz  i zasnęła.

poniedziałek, 11 maja 2015

Przeprosiny

Hejo!!! Sorcia że tak długo nie daje rozdziału 3. Po prostu mam strasznie dużo nauki i niestety nie mam czasu jeszcze weny przez weekend nie miałam. Przepraszam spróbuje to naprawić. Postaram się napisać rozd. 3 i go wstawić jak najszybciej. Jeszcze raz przepraszam!!! Miłego dnia. :*

Merci

wtorek, 5 maja 2015

"Life" Rozdział 2

Hejo sorki że wczoraj nie dałam rozdziału 2 ale już nie mogłam. Dlatego wstałam o 6:00 i napisałam coś. Wiem krótkie :* Jeszcze mam nadzieje że będzie więcej was. Więcej wyświetleń i komentarzy :) To w nawiasie(...) to pokazanie ostatniego np. zadnia żeby wszystko się trzymało :3 mam nadzieje że rozumiecie. Miłego czytania!!!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


(-Nie, nie żartuje. Wiem że to zaboli, ale najlepiej będzie jak...)- w tym momencie rozładował się jej telefon- Super! -wykrzyknęła.
            Wkurzona położyła telefon na stole. Chciała pójść poszukiwać ładowarki, ale była zbyt zmęczona. Położyła głowę na oparciu i zasnęła. Obudził ją silny ból ręki.
-Ałł!- syknęła -Nie no ich dalej nie ma jest już 22:30 – powiedziała zaspana.
 Wstała z fotela na którym przespała całą godzinę i skierowała się w stronę pokoju. Louise była tak zmęczona że miała problem z wejściem po schodach.  Po kilu minutach weszła. Otworzyła drzwi do swojego pokoju. Jej pokój był średniej wielkości cała podłoga była wyłożona białym dywanem. Naprzeciwko drzwi przy ścianie stało łóżko na dwie osoby. Po prawej stronie łóżka stał mały stolik na którym znajdowała się lampka i zegar nocny. Po jednej stronie stało biurko, chociaż i tak odrabiała lekcje i uczyła się kiedy chciała. Naprzeciwko stała szafa do której się właśnie wybierała. Otworzyła ją i wyjęła z niej krótkie czarne spodenki i niebieską koszulkę na ramiączkach. Wzięła to do ręki i skierowała się do łazienki. Kiedy weszła stanęła przed zlewem w zamiarach zdjęcia bandaża.
-Osz kurde!!- krzyknęła Louise z przerażenia. Bandaż, który miała na lewym nadgarstku był do połowy czerwony od krwi.
Lekko odkręcała zimną wodę i wkładała rękę z ranami.
-Kurde, jak piecze- powiedziała zaciskając zęby- Nigdy to tak nie krwawiło, trudno dobrze, że teraz przestała się wylewać z rany- wyszeptała szczęśliwa.
Zakręciła wodę pod zlewem. W tym czasie wyciągnęła sobie nowy bandaż i ściągnęła ubrania. Odkręciła ciepłą wodę pod prysznicem. Po 5 minutach była gotowa. Założyła to co sobie przygotowała wcześniej, czyli krótkie spodenki i koszulka na ramiączkach  . Louise nie była głodna, więc poszła do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko i próbowała zasnąć. Tylko dwie rzeczy przeszkadzały jej w zrealizowaniu tego planu: ból ręki i burza, która musiała się właśnie zacząć. Nagle zgasło światło.
-Serio w takim momencie. Nienawidzę tego świata-wydarła się, że aż echo poszło po całym domu.
            Leżąc tak sama, ciemność  zaczynała ją powoli przerażać. Wyszła z pokoju i skierowała się na schody. Z chodziła powoli, żeby nie upaść. W końcu znalazła się na podłodze.
-Tak! Udało się. Aha, aha, aha- wykrzyknęła Louise ciesząc się, ponieważ raz już zleciała ze schodów. Otworzyła szufladę z komody, która znajdowała się obok drzwi głównych. Wyciągnęła z niej świeczkę i zapalniczkę . Teraz zostało jedno, dostać się bezpiecznie na górę. Louise szła pewnie po schodach. Jej pewność zepsuło potknięcie się o schody.
-No nie!- wydarła się na głos-To nie sprawiedliwe- powiedziała smutna.
Wdrapała się na górę. Przeszła kawałek i weszła do pokoju. Usiadła na łóżku i zapaliła świeczkę stawiając ją na stoliku. Lubiła się patrzeć w okno które było za nią. Odwróciła się i popatrzała za okno siedząc na łóżku. Nagle usłyszała hałas przed domem.
-A to zapewne kot. Znowu coś wywrócił. Na 100% ja będę musiała to sprzątać-powiedziała, dalej patrząc się w okno. Zaczęła się obawiać nie wiedziała co było nie tak.  Znienacka ktoś pojawił się w jej oknie nie wiedziała kto to. Miała szczęście że było zamknięte. Dla tej postaci nie był to żaden problem. Z łatwością otworzyła okno od zewnątrz. Louise była pierwszy raz przerażona. Wyciągnęła nożyk spod poduszki.
-Kim jesteś?!?-spytała, ale odpowiedział jej lekki śmiech-Czego chesz?
-Ciebie, twojego życia!-odpowiedziała postać szyderczo
-Czemu akurat mojego, po co ci one?- Louise nie dostała odpowiedzi.
    Wyciągnęła nożyk przed siebie.
-Nie podchodź nawet. Bo będzie źle…-wzięła zamach, gdy nagle zapaliło się światło-Maks, co ty tu robisz?
On tylko leżał na ziemi bo brzuch go bolał ze śmiechu. Louise na początku nie wiedziała o co mu chodzi. Później ogarnęła.
-Maks ty idioto. Wiesz, że mogłam coś ci zrobić, a po drugie to nie jest śmieszne!!-wydarła się na brata
-Jest. Gdybyś ty widziała swoją minę! Hahahahaha- mówił przez śmiech
-Jak ty się tu dostałeś?-spytała zaciekawiona
-Drabiną-odpowiedział
-To dlatego słyszałam hałas przed domem.
W tym momencie do pokoju weszli rodzice
-Louise jutro po szkole masz psychologa. Idź spać. Maks ty też-powiedziała Mama stanowczo.
Louise położyła się i zasnęła.


Merci

Opowiadanie "Life" Rozd. 1

Hejo jak wam minął dzionek? Mam nadzieje że jesteście gotowi na moje pierwsze opowiadanie. Myślę że się spodoba :3 Sorcia że krótki. Miłego czytania!!!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


„Hej nazywam się Louise Willson. Mam 15 lat. Mieszkam w spokojnym miasteczku. Zresztą dowiecie się wszystkiego.”
Znowu to samo pomieszczenie, ta sama ręka. Te same żyły i krew, ta sama żyletka. Cięła się od trzech miesięcy, ponieważ sprawia jej to przyjemność jak i ból. Robi to tylko dlatego, że trzy miesiące temu zginęła jej siostra. Cały czas opłakuje jej stratę. Alice była tą jedyną osobą w rodzinie, która ją rozumiała i którą bardzo kochała. Miała także starszego o rok brata Maksa. Jest on przystojnym brunetem, który ma wspaniałą dziewczynę Klaudię. Ona też ma 16 lat i jest ładna. Louise i Maks po śmierci siostry zaczęli się bardziej dogadywać. Straciła jedną osobę ale zyskała kolejną. Sama twierdzi, że to nigdy się nie zmieni, zawsze będzie się cięła za śmierć swojej siostry. Teraz siedzi na podłodze, oparta o swoje łóżko. Codziennie jak idzie do pokoju po żyletkę zamyka drzwi na klucz żeby Maks lub rodzice nie weszli. Dopiero wtedy siada i zaczyna przejeżdżać po ręce zadając sobie rany. W życiu ciągle popełniamy jakieś błędy. Siedziała i oddawała się ranom z których leciała czysta krew. W ten dzień cała rodzina: Mama, Tata , Maks i Louise mieli jechać na grób Alice. Martyna powoli zamykała oczy, gdy otworzyły się drzwi od jej pokoju. Zanim zdążyła zobaczyć co się dzieje, stała nad nią mama z przerażeniem w oczach:
-Od kiedy?-spytała-Ale o co ci chodzi mamo?- odpowiedziała wystraszona, chowając ręce.
-Nie rób ze mnie idiotki. –powiedziała zezłoszczona mama
.-Ale…
-Louise żadnych ale. Pokaż ręce.           
 Zaczęła powoli wyciągać ręce za pleców. Wiedziała że miła rozmowa jej nie czeka. Po prostu się bała. Zamknęła oczy i wyciągnęła nadgarstki przed siebie. Louise tylko spojrzała na rany. Była przerażona jak i smutna. Wstała:
-Powiesz mi od kiedy się tniesz?-zapytała, starając się mówić łagodnie
-O od trze eech mie mie esię ę cy- wyjąkała
-Dzisiaj zapisuje cię do psychologa- wypowiedziała się stanowczo.            
Wyszła i zamknęła drzwi. Louise położyła się na podłodze i zaczęła płakać. Leżała tak do czasu gdy wszyscy wyszli z domu. Usłyszała silnik samochodu spod domu. Powoli wstała i podeszła do okna. Maks od razu popatrzył się w okno w którym stała roztargniona dziewczyna. Pomachał jej i się uśmiechną. Ona z niechęcią odwzajemniła uśmiech i odeszła od okna. Wzięła telefon do ręki postanawiając zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki Wenesy Brown. Pomaga jej w trudnych chwilach wspierając ją. Jest jedyna w swoim rodzaju. Louise zeszła na dół żeby zrobić sobie opatrunek na ręce. Po skończonej „zabawie” z bandażami poszła do salonu i usiadła na fotelu. Cieszyła się ciszą w domu, do czasu. Jej telefon zaczął wibrować i poleciała spokojna piosenka. Szybko wyciągnęła go z kieszeni i odebrała. Tak to była właśnie Wenesa.
-Hej.-powiedziała lekkim rozbujanym głosem
-Hejcia-odpowiedziała
-co tam u ciebie?
-A u mnie wszystko w porządku- odpowiedziała Louise chcąc skłamać. Bo tak naprawdę nic nie było okey.
-Louise proszę powiedz mi prawdę – powiedziała Wenesa. Ona wiedziała dobrze kiedy kłamie.
-Mama zapisuje mnie do psychologa
-Dlaczego? Przecież nie palisz, nie pijesz alkoholu i nie bierzesz narkotyków- lekko wykrzyknęła. 
Przez minutę była chwila ciszy. Bała się jak zareaguje jej przyjaciółka.
-Bo ja się tnę. Od trzech miesięcy z powodu śmierci siostry-rozpłakała się
-Ej będzie dobrze, ale nigdy nie zauważyłam żebyś miała jakieś rany. Louise ty chyba żartujesz no nie?- spytała z cząstką nadziei że kłamie. Chociaż mówiłam prawdę.
-Nie, nie żartuje. Wiem że to zaboli, ale najlepiej będzie jak...

                                                       xxxxxx
wiem za krótkie i już nie długo będzie Rozd. 2, czyli za chwilke :3 Mam już go napisanego także zaraz będzie :) 

Merci 
  

poniedziałek, 4 maja 2015

Hejo :*

Będę pisała tutaj opowiadania i imaginy. To mój pierwszy blog i mam nadzieję, że będziemy się dobrze razem bawić , ja pisząc a wy czytając ;) Niebawem powinien się pojawić kolejny post .
Miłego Dnia ;* !!

Merci