wtorek, 5 maja 2015

"Life" Rozdział 2

Hejo sorki że wczoraj nie dałam rozdziału 2 ale już nie mogłam. Dlatego wstałam o 6:00 i napisałam coś. Wiem krótkie :* Jeszcze mam nadzieje że będzie więcej was. Więcej wyświetleń i komentarzy :) To w nawiasie(...) to pokazanie ostatniego np. zadnia żeby wszystko się trzymało :3 mam nadzieje że rozumiecie. Miłego czytania!!!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


(-Nie, nie żartuje. Wiem że to zaboli, ale najlepiej będzie jak...)- w tym momencie rozładował się jej telefon- Super! -wykrzyknęła.
            Wkurzona położyła telefon na stole. Chciała pójść poszukiwać ładowarki, ale była zbyt zmęczona. Położyła głowę na oparciu i zasnęła. Obudził ją silny ból ręki.
-Ałł!- syknęła -Nie no ich dalej nie ma jest już 22:30 – powiedziała zaspana.
 Wstała z fotela na którym przespała całą godzinę i skierowała się w stronę pokoju. Louise była tak zmęczona że miała problem z wejściem po schodach.  Po kilu minutach weszła. Otworzyła drzwi do swojego pokoju. Jej pokój był średniej wielkości cała podłoga była wyłożona białym dywanem. Naprzeciwko drzwi przy ścianie stało łóżko na dwie osoby. Po prawej stronie łóżka stał mały stolik na którym znajdowała się lampka i zegar nocny. Po jednej stronie stało biurko, chociaż i tak odrabiała lekcje i uczyła się kiedy chciała. Naprzeciwko stała szafa do której się właśnie wybierała. Otworzyła ją i wyjęła z niej krótkie czarne spodenki i niebieską koszulkę na ramiączkach. Wzięła to do ręki i skierowała się do łazienki. Kiedy weszła stanęła przed zlewem w zamiarach zdjęcia bandaża.
-Osz kurde!!- krzyknęła Louise z przerażenia. Bandaż, który miała na lewym nadgarstku był do połowy czerwony od krwi.
Lekko odkręcała zimną wodę i wkładała rękę z ranami.
-Kurde, jak piecze- powiedziała zaciskając zęby- Nigdy to tak nie krwawiło, trudno dobrze, że teraz przestała się wylewać z rany- wyszeptała szczęśliwa.
Zakręciła wodę pod zlewem. W tym czasie wyciągnęła sobie nowy bandaż i ściągnęła ubrania. Odkręciła ciepłą wodę pod prysznicem. Po 5 minutach była gotowa. Założyła to co sobie przygotowała wcześniej, czyli krótkie spodenki i koszulka na ramiączkach  . Louise nie była głodna, więc poszła do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko i próbowała zasnąć. Tylko dwie rzeczy przeszkadzały jej w zrealizowaniu tego planu: ból ręki i burza, która musiała się właśnie zacząć. Nagle zgasło światło.
-Serio w takim momencie. Nienawidzę tego świata-wydarła się, że aż echo poszło po całym domu.
            Leżąc tak sama, ciemność  zaczynała ją powoli przerażać. Wyszła z pokoju i skierowała się na schody. Z chodziła powoli, żeby nie upaść. W końcu znalazła się na podłodze.
-Tak! Udało się. Aha, aha, aha- wykrzyknęła Louise ciesząc się, ponieważ raz już zleciała ze schodów. Otworzyła szufladę z komody, która znajdowała się obok drzwi głównych. Wyciągnęła z niej świeczkę i zapalniczkę . Teraz zostało jedno, dostać się bezpiecznie na górę. Louise szła pewnie po schodach. Jej pewność zepsuło potknięcie się o schody.
-No nie!- wydarła się na głos-To nie sprawiedliwe- powiedziała smutna.
Wdrapała się na górę. Przeszła kawałek i weszła do pokoju. Usiadła na łóżku i zapaliła świeczkę stawiając ją na stoliku. Lubiła się patrzeć w okno które było za nią. Odwróciła się i popatrzała za okno siedząc na łóżku. Nagle usłyszała hałas przed domem.
-A to zapewne kot. Znowu coś wywrócił. Na 100% ja będę musiała to sprzątać-powiedziała, dalej patrząc się w okno. Zaczęła się obawiać nie wiedziała co było nie tak.  Znienacka ktoś pojawił się w jej oknie nie wiedziała kto to. Miała szczęście że było zamknięte. Dla tej postaci nie był to żaden problem. Z łatwością otworzyła okno od zewnątrz. Louise była pierwszy raz przerażona. Wyciągnęła nożyk spod poduszki.
-Kim jesteś?!?-spytała, ale odpowiedział jej lekki śmiech-Czego chesz?
-Ciebie, twojego życia!-odpowiedziała postać szyderczo
-Czemu akurat mojego, po co ci one?- Louise nie dostała odpowiedzi.
    Wyciągnęła nożyk przed siebie.
-Nie podchodź nawet. Bo będzie źle…-wzięła zamach, gdy nagle zapaliło się światło-Maks, co ty tu robisz?
On tylko leżał na ziemi bo brzuch go bolał ze śmiechu. Louise na początku nie wiedziała o co mu chodzi. Później ogarnęła.
-Maks ty idioto. Wiesz, że mogłam coś ci zrobić, a po drugie to nie jest śmieszne!!-wydarła się na brata
-Jest. Gdybyś ty widziała swoją minę! Hahahahaha- mówił przez śmiech
-Jak ty się tu dostałeś?-spytała zaciekawiona
-Drabiną-odpowiedział
-To dlatego słyszałam hałas przed domem.
W tym momencie do pokoju weszli rodzice
-Louise jutro po szkole masz psychologa. Idź spać. Maks ty też-powiedziała Mama stanowczo.
Louise położyła się i zasnęła.


Merci

1 komentarz:

  1. Ten Maks to niezły gagatek nie ? Xd już nie mogę doczekać się nexta ♥ ;*

    OdpowiedzUsuń